
Czasu cofnąć nie można, ale dobrych rad na przyszłość wysłuchać można zawsze. Drodzy Maturzyści, przeczytajcie, jak postąpiłyby Wasze starsze koleżanki, gdyby przed maturą wiedziały to, co wiedzą teraz.
fot. archiwum prywatne
Zuzanna Ręcka, studentka I roku medycyny, Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu
Gdybym wiedziała przed maturą, że studiowanie poza miastem, w którym mieszkam, nie jest takie straszne, przejmowałabym się pewnie bardziej samym egzaminem.
Przed maturą potwornie denerwowałam się tym, że będę studiować poza domem. Nie złożyłam dokumentów na żadną uczelnię w moim mieście, więc miałam świadomość, że niezależnie od tego, na jakie studia się dostanę, to i tak będzie się to wiązało z wyjazdem z domu. Pomysł przeprowadzki w inne miejsce, gdzie nikogo nie znałam (ba! nie znałam nawet samego miasta!), był naprawdę przerażający. Myślałam, że nie znajdę nikogo, kto będzie chciał ze mną wynająć mieszkanie, a jeżeli znajdę, to nie będę się z tym kimś dogadywać. Wydawało mi się również, że ludzie na moim wydziale będą dziwni i że z nimi też nie znajdę wspólnego języka, że będę tęsknić za domem itd. Ogólnie rzecz biorąc, przejmowałam się tym nawet bardziej niż maturą. Jednak jak się okazało, zupełnie nie miałam powodu, aby tak się zamartwiać – po przeprowadzce wszystko się bowiem dobrze ułożyło. Współlokatorkę znalazłam bez większych problemów i jakoś się dogadujemy, a ludzie z grupy są sympatyczni. Wniosek jest zatem taki, że naprawdę nie ma co się za bardzo przejmować rozstaniem z domem. Przecież i tak kiedyś trzeba się będzie od rodziców wyprowadzić...
Aleksandra Jacyna, studentka I roku chemii, Uniwersytet Gdański
Gdybym wiedziała przed maturą, że na studiach, które wybrałam, wszystko jest na poziomie rozszerzonym, zdecydowanie bardziej przyłożyłabym się do nauki.
Do egzaminu dojrzałości przystąpiłam w zeszłym roku i powiem szczerze, że to był pierwszy tak ważny w moim życiu egzamin. Zdawałam sobie sprawę, że od niego będzie zależała moja przyszłość, ale nie wiedziałam, w jak dużym stopniu. Teraz, kiedy jestem już studentką, zdecydowanie inaczej go postrzegam. Gdybym wiedziała przed maturą, że na studiach, które wybrałam, wszystko jest na poziomie rozszerzonym, zdecydowanie bardziej przyłożyłabym się do nauki. Pierwsze dni wykładów i ćwiczeń były bowiem dla mnie koszmarem. Miałam wrażenie, że wszyscy profesorowie mówią w jakimś innym języku. A wszystko dlatego, że miałam braki jeszcze z liceum. Dlatego zachęcam wszystkich zainteresowanych studiami o podobnym kierunku do zwrócenia szczególnej uwagi na takie przedmioty, jak chemia, matematyka i fizyka. Zachęcam również do zdawania ich na maturze na poziomie rozszerzonym, ponieważ dzięki temu łatwiej jest się dostać na studia, a potem utrzymać się na nich. Bierzcie więc książki do rąk i już od dzisiaj zacznijcie się systematycznie uczyć, a matura i studia nie będą się Wam wydawać straszne.
(...)
fot. archiwum prywatne
Anna Maria Walczak, studentka I roku medycyny, Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu
Gdybym wiedziała przed maturą, że nie taki diabeł straszny, jak go malują, to mniej bym się stresowała tym egzaminem.
Tymczasem moja rozbuchana wyobraźnia podsuwała mi coraz to nowsze możliwe scenariusze wydarzeń, budziłam się w nocy zlana potem, a w głowie kołatała mi myśl, że nie mam pojęcia o ogólnej budowie parzydełkowców albo nie pamiętam jak wygląda wzór Rydberga. Uczucie przedmaturalnej paniki było dla mnie trudne do zniesienia i na szczęście euforia po otrzymaniu wyników całkowicie zatarła nieszczęsne wspomnienia o nerwowym przeglądaniu notatek, szperaniu w internecie w poszukiwaniu nowych zadań albo przecieków z CKE.
fot. archiwum prywatne
Teraz mogę wszystkim powiedzieć, że matura jest do przeżycia, jest do zdania z dobrym wynikiem. Trzeba tylko włożyć trochę pracy i podejść do niej „na chłodno”. A potem cieszyć się z najdłuższych wakacji w życiu.
Joanna Zając, studentka II roku informatyki i ekonometrii, Politechnika Gdańska
Gdybym wiedziała przed maturą, że na studiach jest tak fajnie, nie mogłabym się doczekać końca liceum.
W liceum uczęszczałam na zajęcia do klasy o profilu biologiczno-chemiczno-fizycznym. Ze względu więc na trzy rozszerzone przedmioty, plus rozszerzony angielski, mój plan lekcji składał się z ok. 38 obowiązkowych godzin zajęć. Całe dnie trzeba było więc spędzać na nauce, czas wolny był towarem deficytowym. Gdy myślałam o studiach, przerażała mnie myśl, że czeka mnie tam jeszcze więcej pracy i nie mogłam sobie wyobrazić, jak w ogóle dam radę opanować na pewno o wiele większą dawkę materiału. Po zdaniu matury i dostaniu się na wymarzony kierunek nie mogłam uwierzyć własnym oczom, gdy otrzymałam plan swoich zajęć. Otóż rozkład godzin nie różnił się bardzo od mojego licealnego, był nawet lepszy i obejmował około 20 godzin zajęć, ponadto w różnych semestrach w planie były dni wolne, np. w pierwszym semestrze nie miałam w ogóle zajęć w czwartki.
fot. archiwum prywatne
W planie często były też okienka, w czasie których spokojnie można było zjeść sobie obiad lub douczyć się do kolokwium czy przygotować na laboratoria. Na studiach otrzymałam więcej możliwości organizowania sobie czasu, nagle mogłam zapisać się na fitness, o którym zawsze marzyłam, moja koleżanka zapisała się np. na salsę. Elastyczniejsze godziny zajęć są naprawdę dużym udogodnieniem, ale nie wolno dać się zwieść pozorom – w przeciwieństwie do liceum na studiach wymagana jest spora samodzielność w zdobywaniu wiedzy i chociaż mniej czasu spędza się na zajęciach, to trzeba to nadrobić samodzielną pracą przy biurku z książką. Jednym słowem – coś za coś.
Gdybym wiedziała też przed maturą, że na moim kierunku będzie tyle przedmiotów matematycznych, traktowałabym bardziej serio matematykę w liceum. Gdy uczęszczałam na zajęcia z matematyki w liceum, zawsze myślałam: „Przecież to umiem, to jest proste jak drut” i raczej zadowalałam się czwórkami. Nigdy nie chciało mi się zgłębiać matematyki, uczyłam się tylko na sprawdziany, a potem szybko zapominałam wszystko to, co zdałam. To był błąd. Okazuje się, że na studiach technicznych bez opanowania materiału z matematyki do perfekcji zwyczajnie nie da się zdać na drugi rok. Dlatego przez wiele nocy na I roku nadrabiałam zaległości i przypominałam sobie rzeczy, które przecież pani w liceum tak dokładnie i łopatologicznie tłumaczyła na tablicy. Wykładowcy nie zawsze mają czas, by zagłębiać się w szczegóły, a już na pewno zadaniem studenta jest opanować samodzielnie materiał w domu, ćwicząc go na przykładach. Stąd ze łzą w oku wspominam czasy, gdy zadania z matematyki tak dokładnie omawialiśmy z panią na lekcji.
(...)
Rozmawiała: Olka Klaus
Pełny tekst artykułu znajdziesz
w Magazynie dla maturzystów "Czas na studia".
Magazyn informacyjno-poradnikowy adresowany do tegorocznych maturzystów oraz świeżo upieczonych studentów. W atrakcyjnej formie dostarcza wielu informacji na tematy związane z maturą, studiowaniem, życiem studenckim; pomaga zaplanować karierę i zdobyć rozeznanie na rynku pracy, a przede wszystkim – podjąć decyzję odnośnie drogi dalszego kształcenia. Bogate źródło porad i wskazówek dla młodych ludzi stających przed trudnymi wyborami życiowymi.
Repetytoria i testy Matura 2011
