
„Elegia” to ekranizacja znanej powieści Philipa Rotha o wdzięcznym tytule „Konające Zwierzę”. Reżyserią zajęła się sama Isabel Coixet, której międzynarodową sławę zapewnił film „Moje życie beze mnie” z 2003 roku (m.in. dwie statuetki Goya).
Mówi się, że Philip Roth to pisarz fascynujący i błyskotliwy. Nierzadko w swoich książkach z ironią wskazuje na ludzkie słabości oraz lęk przed przemijaniem. Podobnie rzecz ma się w „Konającym Zwierzęciu”. Jednak Isabel Coixet dodaje od siebie nieco więcej wrażliwości oraz subtelności, tworząc niejako tytułową elegię – utwór o poważnej treści, który utrzymuje
w tonie rozważania i dotyka takich problemów, jak: miłość, przemijanie, czy ostatecznie śmierć. Coixet bardzo wnikliwie podpatruje bohaterów, czyniąc ich jednostkami niemal wręcz heroicznymi w walce o uczucia i zaakceptowanie faktu przemijalności.
David Kepesh (w tej roli Ben Kingsley) to ceniony i pewny siebie profesor literatury w średnim wieku. Jest on przedstawicielem pokolenia lat 60., propagującym ideę wolnej miłości. Jego hasła to wolność i niezależność. Na zarzuty swojego odrzuconego przed laty syna, odpowie „Postąpiłem uczciwie”. Wierzy, że odejście od rodziny wyzwoliło go z ograniczających więzów. Niestety owa wolność, którą tak gloryfikuje, to nic innego jak nieumiejętność tworzenia bliskich relacji i emocjonalny daltonizm. Przez jego życie przewijają się kobiety, a żadna z nich na dłużej nie gości w jego sercu. Jedyną osobą, która regularnie z nim sypia to Carolyn – wieloletnia kochanka oraz powierniczka, która jest równie pewna siebie i równie samotna, co Kepesh.
Znajomość z Consuelą Castillo (Penelope Cruz), córką kubańskich uchodźców, nie różni się początkowo od pozostałych znajomości Davida Kepesha. O swoim pożądaniu Kepesh często opowiada swojemu najlepszemu przyjacielowi – Georgowi O'Hearnowi (Dennis Hopper), który podobnie jak on propaguje ideę wolnej miłości. Według Kepesha, tego typu relacja nie może wyjść poza zmysłowość. Postać pięknej Kubanki to żywy dowód na przemijanie. Być może właśnie dlatego kolejną wielką pasją bohatera jest fotografia, która z natury ma uwiecznić to, co przemija. Erotyczna fascynacja przeradza się jednak w miłość. W bohaterze na nowo zaczynają rodzić się uczucia, takie jak tęsknota, czy zazdrość. Niestety strach przed bliskością jest silniejszy i doprowadza do rozłamu związku. W efekcie Consuela odchodzi, i dopiero bolesna konfrontacja ze śmiercią przyjaciela oraz śmiertelną chorobą Consueli przyniesie wyzwolenie. Znaczenia nabiorą proste gesty, a życiowe projekty stracą na wartości. „Jestem tutaj” – odpowiada Kepsh w ostatniej scenie.
Beznamiętnie o namiętności...
Do rąk hiszpańskiej reżyserki Isabel Coixet trafił świetny scenariusz! „Konające zwierzę”, głęboka i przemyślana co do szczegółu powieść Philipa Rotha, to historia namiętnego, ale jednocześnie tragicznego romansu siedemdziesięcioletniego wykładowcy z młodą prześliczną studentką.
Co uratowało książkę przed szufladką tonącego w melodramatycznej aurze harlekina? Emocjonalny potencjał, wyczucie niuansu, zmysł obserwacji.
„Elegia” miała oddać w obrazie to, co przechwycił słowem Philip Roth. Starzejące się dziecko lat 60’, ceniony profesor literatury i publicysta kulturalny David Kepesh żyje w świecie własnych kreacji. Za najwyższe dobro i podstawę ludzkiej egzystencji Kepesh uważa wolność. Żyje samotnie (porzucił rodzinę), dlatego dobro to spokojnie może pomnażać i zwielokrotniać. Poczucie zwycięstwa nad przemijalnością przynoszą mu seksualne przygody, które stają się niejako świadectwem jego naturalnego potencjału.
Zmysłowość wydaje się tutaj najbezpieczniejszą formą relacji – zbyt powierzchowna, by ograniczyć wolność, a jednocześnie zapewniająca poczucie zwycięstwa nad ułomnościami przemijającego ciała.
Rzecz jednak ulega diametralnej przemianie, gdy profesor poznaje piękną studentkę, Consuelę. Zamiast potraktować ją jak dotychczasowe partnerki, nieoczekiwanie mężczyzna zaczyna tęsknić za jej miłością.
Filmowa historia pełnej niedopowiedzeń zmysłowej fascynacji była o tyle prosta do opowiedzenia, że seks dla kina był zawsze tym, czym baterie Duracell są dla króliczków. Gorzej z emocjami, które w przypadku bohaterów Rotha są skomplikowane, a jednocześnie rwące siłą wodospadu. Między aktorami nie czuje się tego niepokoju dusz. W dramacie ich miłości nie ma ani krztyny autentyczności, a rozpacz Consueli przypomina bardziej fanaberię nastolatki aniżeli prawdziwą rozpacz po stracie wielkiej miłości.
„Elegia” to poprawnie opowiedziana historia romansu, ale... jednego z wielu. Nie ma w tej opowieści nic szczególnego. Chwilowa przemiana, jaka zachodzi w profesorze, emocjonalne „tąpnięcie”, pozostają niezauważone pod żelazną maską chłodu emocjonalnego dyktowanego tej postaci od samego początku. Mówi się, że Kepesh w „Elegii” to po prostu podstarzały satyr łasy na stylowe młódki. Według mnie, nieznośna przezroczystość tej postaci odbiera jej nawet prestiż bycia satyrem. To dojrzały mężczyzna, który dostrzega ulotność życia i wbrew własnemu przekonaniu nie potrafi się temu przeciwstawić. Ani ciepły, ani zimny. Mam wrażenie, że odtwórcy głównych ról (Penelope Cruz i Ben Kingsley) opowiedzieli na dwa sposoby tę samą historię. Nieszczęście polega na tym, że ani przez moment nie spotkali się nawet w pół drogi.
„Największą niespodzianką w życiu jest starość”.
Tołstoj powiedział:
Starczy wiek zakrada się do Ciebie
I następną rzeczą, jaką robisz, jest pytanie siebie samego
„Od kiedy zaczyna się starość?”
Jak to możliwe, że nadal jestem zaangażowany w najistotniejsze aspekty tej ludzkiej komedii, skoro w mojej głowie nic się nie zmieniło.
Komentarzy: 0
musisz być zalogowany, aby dodać swoją opinię »