POLSKI PORTAL EDUKACYJNY
Tu jesteś: Matura 2010 > Poradnik maturzysty > Czary-mary przed komisją

Szklanka wody zamiast...
Wydaje się, że zrobiłeś wszystko, co w Twojej mocy. Odpicowałeś się jak dzięcioł na otwarcie dziupli, wyglądasz miło i schludnie, szczerzysz zęby jak koń przed wypasem, błyskasz białkami do profesorów i nagle... ryfa! Pada pytanie, na które nie masz do powiedzenia absolutnie nic. Nie kapituluj. Zawsze coś da się zrobić. Ratunkiem może się okazać... woda. Jeśli to konieczne – zacznij ją lać. O tej metodzie opowiedziała mi Agata, ubiegłoroczna maturzystka, która dzięki niej nie tylko śpiewająco zdała maturę, ale też...

– Załóżmy, że dostaję pytanie o wyprawę Napoleona na Moskwę – tłumaczy – i nic o tym nic wiem. Mówię wtedy: „To świetnie, że pytacie mnie państwo o Napoleona. Fascynuję się tą postacią od dawna. Był niewielkiej postury, a jak wiadomo, istnieje związek między niskim wzrostem a wielkimi czynami. Pepin Mały, Władysław Łokietek, Stuart Malutki... Istnieje taka psychologiczna zależność, nawet Dustin Hoffman ją wykazuje...”. I woda się leje, ja z uśmiechem nawijam, a komisja... no cóż... oczywiście bywa i tak, że pada w końcu nieuniknione:

Cielesne gafy

Oto kilka zachowań, których za wszelką cenę należy się wystrzegać podczas egzaminu:
1. Kołysanie się na krześle.
Być może w ten sposób zazwyczaj rozładowujesz stres, nie wygląda to jednak najlepiej, a komisja może dostać choroby morskiej.
2. Niedbała postawa ciała.
Przyjmując ją, wyglądasz na osobę niezainteresowaną tematem i bujającą w obłokach. To nie sprawia dobrego wrażenia.
3. Podpieranie głowy i opieranie się na łokciach.
Stolik służy do tego, abyś ewentualnie rozłożył na nim notatki, a nie swoje umęczone egzaminem ciało.
4. Ręce w kieszeniach.
Manifestacja tumiwisizmu. Razi zawsze i wszędzie podczas rozmowy z ludźmi. Jeśli nie wiesz, co zrobić z rękami – możesz wykorzystać je do lekkiej gestykulacji.
5. Przesadna gestykulacja.
Nikt, a już na pewno nie komisja, nie ma ochoty podczas rozmowy z Tobą dostać przypadkiem w zęby.
6. Dotykanie się, szarpanie za nos, ciągnięcie za ucho.
Może wywołać spazmy śmiechu lub niepokój o stan Twojego zdrowia psychicznego.
7. Bawienie się przedmiotami.
Obracanie w rękach długopisu przez zdenerwowaną osobę jest zrozumiałe dla każdego, ale na litość boską, nie pożeraj go podczas egzaminu ani nie rozdzieraj kartek z notatkami na małe skrawki. To pachnie psychiatrą!
8. „Zawiązywanie się w supełek”.
Splecenie dolnych i górnych kończyn tak, że przestaje do nich dopływać krew, sprawia bardzo złe wrażenie.
Pamiętaj – otwarta postawa ciała budzi zaufanie, zamknięta świadczy o poczuciu zagrożenia.

„Wróćmy do tematu”. Ale przynajmniej przez kilka minut nie stałam jak zamurowana – śmieje się Agata. I ma rację. Głuche milczenie czy grobowe „nie wiem” w odpowiedzi na zadane pytanie jest dużo gorsze od wodolejstwa. Poza tym zdarza się czasem, że komisja daje wciągnąć się w ciekawą opowieść i do niefortunnego pytania już nie powraca. Tę metodę stosujmy jednak z umiarem. Za dużo wody może doprowadzić do potopu.

Walcz śmiechem!
Innym dobrym orężem stosowanym przeciw komisji egzaminacyjnej jest... poczucie humoru. Rozładować napięcie można jednym zgrabnym zdaniem. Gdy zapętlisz się w wypowiedzi i czujesz, że musisz zacząć od początku, powiedz z uśmiechem: Przepraszam, ale chyba muszę się zresetować. Wbrew pozorom nauczyciele również miewają poczucie humoru, a ktoś, kto nieco ich rozweseli, zyska dodatkowe punkty. Bywa, że rozśmieszyć nauczyciela można przez przypadek. Pięknie obrazuje to znana anegdota o egzaminie wstępnym do Akademii Teatralnej. Otóż po wyczerpujących egzaminach z teorii, tańca, dykcji i recytacji profesor Englert prosi kandydata: A teraz, niech pan łaskawie rozśmieszy pana Kobuszewskiego. Student podchodzi do ławy, za którą zasiada komisja, rozgląda się badawczo, a w końcu pyta: A który to?. W ten sposób zdał i został przyjęty.

Inna zabawna historia związana z egzaminami brzmi tak: wchodzi uczeń na maturę. Długo nie wychodzi – znaczy: niedobrze. W końcu otwierają się drzwi, a złośliwy profesor krzyczy: Przynieście siano dla osła!. Zanim drzwi zdążą się zamknąć, słychać tubalny głos maglowanego ucznia: A dla mnie herbatę!. No i... też zdał.
I takich profesorów z poczuciem humoru, a także natchnienia do skutecznego i pięknego lania wody, dobrej prezencji i opanowania, a przede wszystkim wszechstronnej wiedzy :) Wam życzymy!

Krystyna Minakowska
(artykuł pochodzi z magazynu dla maturzystów „Czas na Studia”)
poprzednia | 1 | 2