POLSKI PORTAL EDUKACYJNY
Tu jesteś: Nauka za granicą > Studenci za granicą > Studia w Szwecji - Wywiad z Pawłem Kamińskim

Studia w Szwecji - Wywiad z Pawłem Kamińskim

Erasmusem ze Szwecji, studentem informatyki i ekonometrii.

Anna Sztandera: Dlaczego zdecydowałaś się na wyjazd do Szwecji?
Paweł Kamiński:
Po pierwsze większość przedmiotów jest prowadzona w języku angielskim, po drugie w Krakowie uczę się na kierunku informatyka i ekonometria, więc wydawało mi się, że tam znajdę pokrewne przedmioty, zwłaszcza z dziedziny informatyki.

A.S.: Czy trudno było Ci dostać stypendium?
P.K.:
Czy było trudno – nie! Nie miałem wysokiej średniej – poniżej 4,0, ale trzeba się nastawiać i chcieć, jak dla kogoś przeszkodą jest średnia, to lepiej niech nie jedzie.

A.S.: Jak wspominasz pierwsze dni swojego pobytu w Szwecji?
P.K.:
Nie mieszkałem w akademiku, więc na początku było dziwnie, jak zawsze nowi ludzie i próby zaadoptowania. Mimo że byli tam także inni Polacy, głównie spędzałem czas z ludźmi z zagranicy (Hiszpanami, Francuzami, Niemcami i Holendrami). Szkoda mi było wracać, a i teraz dziwnie się czuję bez nich!

A.S.: Co Cię najbardziej zaskoczyło w tradycji i kulturze Szwecji?
P.K.:
Szwedzi są bardzo zamerykanizowani. Banki i poczta są zamykane bardzo wcześnie, koło 15:30, w sklepie nie można kupić normalnego piwa, wszystko poniżej 4%. Ogólnie alkohol jest drogi, a efekty są odwrotne – tzn. większość Szwedów bardzo szybko się upija do granic możliwości.

Znajomy ze Szwecji zaprosił mnie na święto, które odbywa się na przełomie sierpnia i września, a na którym głównym daniem jest langusta. Wszyscy muszą nosić specjalne czapeczki i inne langustowe ozdoby.

Podczas jedzenia śpiewają piosenki o zabawie, piciu itp., a po każdej zwrotce należy wypić jeden kieliszek alkoholu.
Szwedzi z północy kraju, kiedy się z czymś zgadzają lub potwierdzają, wydają z siebie dźwięk, jakby ich coś zabolało albo coś złego właśnie się stało.

A.S.: Jak sobie radziłeś z językiem na wykładach, kolokwiach itp.?
P.K.:
Dla mnie język angielski nie był problemem, za to niektórzy wykładowcy mieli problemy z wymową, jak mój „ulubiony” Francuz, który z najbardziej angielskiego słowa potrafił stworzyć typowo francuskobrzmiący wyraz. Takie wykłady odbierały radość życia.
Nowością dla Polaków może być to, że semestr podzielony jest na 2 sesje i w każdej z nich przedmioty prowadzone są intensywniej, z reguły 3 przedmioty (z poziomu master) w sesji to dość dużo.

A.S.: Gdzie mieszkałeś: na stancji czy w akademiku?
P.K.:
Mieszkałem w osobnym mieszkaniu z własnym pokojem, dzieloną kuchnią i łazienką (ogromne mieszkanie) – ale to nie jest regułą i zależy od miasta. Większość moich znajomych mieszkała w akademiku.

A.S.: Jak Ci się tam mieszkało?
P.K.:
Mieszkałem w małym, cichym, spokojnym miasteczku Borlange, w którym wszędzie było blisko – to mi sie podobało. Minusem były brak pracy i dobrej muzyki w „klubach”, ale tam jest to regułą, wszędzie trzeba się naszukać dobrego miejsca (albo ja miałem takiego pecha).

A.S.: Czy pieniądze ze stypendium wystarczały Ci na utrzymanie i na wydatki?
P.K.:
No nie, umowa wyraźnie mówi, że pieniądze mają tylko pomóc. Mnie pokrywały mieszkanie i, powiedzmy, telefon. Ale nie wydawałem dużo, około 100 euro miesięcznie ze swojej kieszeni (oczywiście ta kwota nie obejmowała wycieczek i większych imprez). Jedzenie nie jest tam tak drogie, gdy się samemu gotuje.

A.S.: Jacy są ludzie w Szwecji?
P.K.:
Dziwni. Jak w Wielkiej Brytanii. Za dużo kasy i formy, za mało treści. Ale zawsze można znaleźć „właściwych” Szwedów. Tylko ci pierwsi są widoczniejsi.

A.S.: Jak sobie radziłeś z tęsknotą za krajem ojczystym, rodziną, przyjaciółmi?
P.K.:
Nie tęskniłem bardzo, zawsze istnieją komórki i różnego rodzaju komunikatory.

A.S.: Czy myślisz o tym, żeby zamieszkać w Szwecji na stałe?
P.K.:
To zły pomysł, zanudziłbym się tam. Raczej jakiś domek letniskowy, ponieważ przyroda w Szwecji jest piękna.

A.S.: Jak to jest ze ściąganiem na egzaminach w Szwecji?
P.K.:
Oficjalnie za ściąganie można wylecieć z uczelni. W praktyce egzamin piszemy w dużej sali na około 100 studentów, którzy są pilnowani przez dwie–trzy osoby, rozmawiające gdzieś ze sobą z przodu sali.
Nikt tam nie ściąga, ponieważ nie ma takiej potrzeby. Egzaminy są otwarte, tzn. że można mieć książki i dowolne notatki, więc ściągi są mało przydatne, trzeba więcej myśleć :-).
Jedyne co mi się nie podobało to organizacja, egzaminatorzy sami nie wiedzą, ile osób będzie pisało egzamin, więc czasami trzeba się szukać na listach – nie jest to miłe, zwłaszcza na 10 minut przed egzaminem.

A.S.: Dziękuję za rozmowę.
P.K.:
Dziękuję.