POLSKI PORTAL EDUKACYJNY

jezykowe_1.swf

 

Polecamy nasz kanal na YouTubie

 

nowosci epic.swf

Tu jesteś: Studia > Nauka za granicą > Studenci za granicą > Studentka w Norwegii

Studentka w Norwegii

Aleksandra - studentka nauk politycznych UW, Norwegia,

Anna Sztandera: Kiedy dostałaś propozycję wyjazdu do Norwegii i jak się do niego przygotowywałaś?
Aleksandra:
Propozycję wyjazdu do Norwegii dostałam około dwa miesiące wcześniej. Razem z koleżanką z roku byłyśmy pierwszymi studentkami naszego wydziału, które pojechały na stypendium  do Norwegii. W październiku dowiedziałam się, że Uniwersytet Warszawski podpisał umowę z Uniwersytetem z Oslo i potrzebują dwóch osób, które szybko zdecydowałyby się na wyjazd do Norwegii. Było bardzo dużo chętnych. Głównym kryterium była bardzo dobra znajomość języków obcych. Wysłali jedną osobę z bardzo wysoką średnią i jedną, która studiowała dwa kierunki, a średnią miała trochę niższą.

Miałam średnią ok. 4,5, znałam bardzo dobrze język angielski, miałam wtedy poziom Profficiency, ale przeważyło to, że studiowałam na dwóch kierunkach.

A.S.: Co Cię najbardziej zaskoczyło, gdy już dojechałaś na miejsce?
A.:
Na miejscu dowiedziałam się, że nie mogę pojechać prosto do akademika po godz. 18.00, ponieważ wszystko po tej godzinie jest tam już zamknięte. Musiałyśmy więc spędzić pierwszą noc w hotelu. Kosztował on nas bardzo dużo. Warunki były marne. Sam hotel był na szczycie góry. Dostałyśmy czteroosobowy, niskiego standardu pokój z piętrowymi łóżkami.

Dodatkowym obciążeniem był fakt, że droga pod górę była bardzo długa, a miałam  dużo bagaży. Nie miałam nawet koron norweskich, żeby wziąć taksówkę. Pierwszy szok był wtedy, gdy wreszcie udało nam się dotrzeć do hotelu. Zmęczona, kupiłam sobie colę w puszce i zapłaciłam za nią około 20 zł. Wtedy zrozumiałam, że Norwegia jest bardzo drogim krajem.

A.S.: Czego obawiałaś się najbardziej przed wyjazdem do Norwegii?
A.:
Bałam się, że biurokracja mnie przerośnie. Przed samym wyjazdem miałam 'gorący okres', musiałam pozdawać w ciągu dwóch miesięcy egzaminy z dwóch kierunków. Nie ubiegałam się o pozwolenie na pobyt przed wyjazdem, więc powiedzieli mi, że mogę mieć problemy z przekroczeniem granicy. Dopiero w Oslo zaczęłam to załatwiać.

A.S.: Co Cię najbardziej zaskoczyło w Norwegii?
A.:
Najbardziej zaskoczyło mnie to, że jest tam tak pięknie. Mieszkałam w akademiku, który usytuowany był na skraju miasta. Miałam  widok na góry i na jezioro. Byłam zdziwiona faktem, że Oslo jest takim małym miastem. Jest to w końcu stolica Norwegii.

A.S.: A jeśli chodzi o sposób życia mieszkańców?
A.:
Najbardziej zdziwiło mnie to, że w Oslo nie odśnieżali chodników. To było przeżycie ekstremalne, gdy miałam przejść w Oslo chodnikiem. Wszystko było tak ośnieżone, że ludzie się co chwila przewracali. Mój kolega Norweg tłumaczył, że nikt nie chce wykonywać takiej pracy jak odśnieżanie chodników. Norwegowie mieli kiedyś podgrzewane chodniki i ten problem sam się rozwiązywał. Potem jednak zrezygnowali z tego i ludzie zaczęli się przewracać. Co prawda codziennie w nocy sypali na chodniki żwir, ale śnieg ciągle padał i szybko go przykrywał. Najgorszy był zawsze ostatni odcinek w miasteczku studenckim. Nie dało się przejść i się nie przewrócić.

A.S.: Jak wspominasz życie studencie?
A.:
Życie studenckie było wspaniałe i do tej pory utrzymuję kontakty z ludźmi, których tam poznałam. Kilka razy w roku spotykamy się w różnych państwach naszą starą paczką. Nie przyjaźniłam się z wieloma Norwegami, a raczej ze studentami z innych krajów. Co piątek organizowane były spotkania Erasmusów w knajpie. Nie było pieniędzy na to, żeby chodzić do klubów. Koszt biletu wynosi około 200 zł, a zwykłe piwo kosztuje ok. 50 zł. Imprezy były więc organizowane przeważnie w akademikach. W Norwegii jest tak, że ok. godziny 24.00 wszystko jest już pozamykane.

Najpierw więc chodziliśmy do pubu, a potem lądowaliśmy w pokoju, w którymś z akademików. Alkohol był bardzo drogi, więc było go na imprezach mało.

A.S.: Czy pieniądze ze stypendium wystarczały Ci na utrzymanie?
A.:
Dostawałam około 500 euro stypendium na miesiąc. Starczało jedynie na dwa tygodnie życia w Norwegii. Za sam pokój w akademiku trzeba było zapłacić ok. 300 euro. Trzeba było szybko się zorientować, gdzie i za ile można kupić tanie produkty.

A.S.: Jaka była najśmieszniejsza sytuacja, która ci się przydarzyła? Może jakaś ciekawa historia?
A.:
Pojechałam tam na początku stycznia, 15 czerwca mieliśmy mieć egzaminy. Na serio zaczęłam się uczyć 12 czerwca. Mój sąsiad stwierdził, że jestem nienormalna, gdyż tak naprawdę wszyscy zaczynają się uczyć od początku zajęć i powiedział mi, że absolutnie nie zdam ponieważ egzaminy są bardzo trudne. Mają tam 6-godzinne egzaminy. Nie mogłam się ze zdenerwowanie przez dwa kolejne dni w ogóle uczyć. Powiedziałam mu, że w takim razie będę ściągać. On powiedział,  że absolutnie nie ma takiej możliwości, od razu się za to wylatuje z uczelni. Dodał także, że na egzaminie uczelnia wynajmuje specjalną grupę sprawdzającą, czy ktokolwiek nie ściąga. Tak wszystko przedstawił, że wydawało mi się, że na tym egzaminie będzie co najmniej grupa komandosów. Okazało się, że wynajęli jakiś ludzi chyba z domu starców. Podczas tego 6-godzinnego egzaminu można było  wychodzić do toalety bądź do parku, ale trzeba było wziąć ze sobą tę osobę towarzyszącą. Przy pierwszym wyjściu  przydzielona została mi starsza pani z chodzikiem. Nawet gdy chciałam iść do toalety, powstrzymywałam się, bo nie było tam windy i żal mi było tej pani. Egzamin nie był trudny. Należało napisać dwa opowiadania na tematy ogólne. Dostałam temat o stosunkach między Norwegią, a Unią Europejską. Bazowałam na wiedzy ogólnej, ale i tak otrzymałam bardzo wysoką  ocenę. Kolega był bardzo zdziwiony moimi wynikami, ponieważ wyników bo on się uczył trzy godziny dziennie od stycznia. Ale studenci zagraniczni traktowani byli trochę ulgowo. W przeciwieństwie do Norwegów nie obowiązywała nas lista lektur napisanych w języku norweskim.

A.S.: Jak wspominasz swoich współlokatorów, najbliższych sąsiadów z akademika?
A.:
Mój sąsiad jest najbardziej fascynującą osobą, jaką w życiu spotkałam. Gdy się do mnie wprowadził, byłam przerażona. Kiedy poszłam się do niego przywitać, najpierw zobaczyłam atrapę ludzkiej czaszki na podłodze, potem mnie zapytał, czy chcę zobaczyć jego broń. Bałam się że to jakiś czubek, który będzie do mnie strzelał, zapomnę o mojej kolejce sprzątania w łazience.  Okazało się, że nie miał broni, ale zwariowane poczucie humoru. Jego ulubioną  rozrywką było to, żeby o godz. 3.00 założyć sobie maskę przeciwgazową, wziąć dezodorant oraz zapalniczkę i pukać w okna ludzi na parterze.Gdy ludzie otwierali okna, robił pochodnię z ognia.  Bardzo to lubił. Raz zostaliśmy jednak pogonieni. Myśleliśmy, że pukamy do dziewczyny z Polski, ale szybko zorientowaliśmy się, że byliśmy w błędzie. Wyskoczył  za nami jakiś bardzo groźnie wyglądający i strasznie wściekły chłopak.

A.S.: Jakie relacje między kobietą a mężczyzną panują w Norwegii?
A.:
W Norwegii pierwszy raz mi się zdarzyło, że otworzyłam drzwi i przepuściłam przed sobą mężczyznę. Podobno kobiety nawet potrafią się obrazić, gdy to facet otworzy im drzwi.

Mężczyźni w Norwegii wydawali mi się bardzo zdominowani. Kilka razy zdarzyło się, że gdy mój kolega poszedł do pubu, potem dzwoniła do niego poznana  tam dziewczyna i mówiła, że jest w hotelu i na niego czeka. Tam nie było czegoś takiego jak flirt. Kobieta od razu przechodziła do akcji. Tak przynajmniej twierdził mój kolega.

A.S.: Dziękuję za rozmowę.
A.:
Dziekuję.

foto: ze zbiorów Aleksandry
avatar
jegmarta
2009-12-10 19:30
Na stronę trafiłam przypadkiem celem poszukiwania nowych informacji o stypendiach naukowych w Norwegii - kraju, w którym studiuję już trzeci rok. Po przeczytaniu powyższego interview nie mogłam nie napisać komentarza, gdyż powyższe informacje są stekiem bzdur. Nie wiem czym były motywowane wymowiedzi tej osoby, ale są wysoce absurdalne.

Piwo za 40 złotych?? Może w Grand Hotelu albo na lotnisku?? Puszka Coli kosztuje z górką 18 koron, nawet przy podzieleniu na pół wyniesie nas nie 20 złotych a 9!! I w związku z zarobkami w Norwegii jest relatywnie tańsza niż w Polsce...

Wejście do lokalu za 200 złotych? Ciekawe, bo wybieram się na Wiedeńską galę koncertową Johana Strassa w podobnej cenie, a za wejście do lokalu nie zdarzyło mi się przez te trzy lata zapłacić więcej niż 100 / 150 koron - 50/75 złotych i to z koncertem lub dyskoteką. Samo wejście do pubu nic nie kosztuje. No chyba, że rozmawiamy o wielce luksusowych i elitarnych miejscach, do których wątpię, że osoba wypowiadająca się miała dostęp.

Wracając do niezwykle obraźliwego nazwania osób przebywających w sali egzaminacyjnej podczas odbywającego się egzaminu. Nie, to nie są ludzie z domu starców. Nie wiem jak osoba pragnąca się wykształcić może wypowiadać się w ten sposób. Obecni to emeryci i renciści, często z wysokim wykształceniem, zawsze uczciwi, pomocni i niezwykle przyjaźni ludzie, w pozytywny sposób rozładowujący napiętą atmosferę.

Wracając do nawyku uczenia się trzy dni przed egzaminem - wypowiedź właściwie nawet nie wymaga komentarza. Jest to dość niepoważne podejście autorki wypowiedzi do nauki oraz samego stypendium i możliwości zdobycia wiedzy. Nie chwaliłabym się takim podejściem do sposobu osiągania wyższego wykształcenia. Mam wrażenie, że polscy studenci mogą nauczyć się w tym kontekście wiele od swoich norweskich kolegów. Cieszy mnie, że wiedza autorki wypowiedzi była na tyle duża aby zaliczyć egzamin na dobrą ocenę. Media są świetnym sposobem aby poinformować o tym świat.

Ściąganie?.....
Radzę się zastanowić następnym razem czy na pewno jest jakikolwiek sens studiowania w tym wypadku. Myślę, że znajdą się inni, którzy zechcą zająć miejsce autorki wypowiedzi i zdobyć solidne wykształcenie uczciwymi metodami i wiedzą...
Hotele tak jak na całym świecie są lepsze i gorsze, tańsze i droższe. Wystarczyłoby zorientować się w ofercie i cenach przed górską wspinaczką i pozbyciem się wszystkich środków do życia na jedną noc. Niewiedza nie jest tania.

Subiektywizmy z cyklu *Kilka razy zdarzyło się, że gdy mój kolega poszedł do pubu, potem dzwoniła do niego poznana tam dziewczyna i mówiła, że jest w hotelu i na niego czeka. Tam nie było czegoś takiego jak flirt. Kobieta od razu przechodziła do akcji. Tak przynajmniej twierdził mój kolega.* należałoby może przemyśleć przed napisaniem... Koledzy lubią często ściemniać, a koleżanki powinny być na tyle rozsądne aby te ściemy podzielić nie tylko na pół ale na osiem albo nawet dwadzieścia... A że nie ma czegoś takiego jak flirt?? Nie ma w Norwegii kobiet romantycznych i wszystkie od razu zaciągają facetów do łóżka? Proszę... chyba sama w to nie wierzysz..

Proszę nie publikować tego typu wypowiedzi. Są zakłamane i irytująco nieprawdziwe. Toleruję subiektywne opinie, ale kłamstwa się do nich nie zaliczają. Publikującemu artykuł polecam odwiedzenie Norwegii.