
Oddech historii
Jest pierwszy wiek naszej ery. Nad Pompejami wstaje nowy dzień. Mieszkańcy budzą się do życia i wyruszają do pracy. Dzień jak każdy inny. Na targu sprzedawane są owoce, korale, gliniane naczynia, w knajpach przesiadują młodzieńcy podjadając drugie śniadanie, a dzieci biegają wokół ludzi bawiąc się w berka. Nagle ziemia zadrżała. Wszyscy skierowali oczy w stronę nieba myśląc, że pewnie ktoś rozgniewał bogów. Jednak to nie bogowie zesłali na Pompeje swój gniew. To Wezuwiusz, który uważany był za wielką górę, rozbudził się po wielu latach snu i postanowił pokazać swoją moc. To były ułamki sekund. Nagle niebo zasnuła wielka czarna chmura, z której sypał się gęsty pył. Wezuwiusz pluł lawą. Jego zbocza paliły się. Potężny jęzor żaru pochłaniał wszystko co miał na swojej drodze. Mieszkańcy Pompejów przerażeni zaczęli uciekać. Szukali swoich rodzin i biegli ile sił jak najdalej od zbliżającej się katastrofy. Pył osadzał się na ziemi i utrudniał ucieczkę. Niektórzy klękali i błagali bogów o przebaczenie. Jednak nie byli oni w stanie powstrzymać potwora przed atakiem na niewinnych ludzi. Byli bezradni, a Wezuwiusz ścigał swoimi gorącymi ramionami wszystkich.
Tragedia ta rozegrała się prawie dwa tysiące lat temu, a my dzisiaj odwiedzamy ruiny Pompejów i oglądamy dokonania Wezuwiusza. Miasto musiało być niegdyś malowniczym miejscem, a Pompejanie zapewne wysoko rozwiniętym narodem. Domy budowane były z płaskich cegieł zamiast z kamieni, dwu lub trzypiętrowe z wieloma pokojami, kuchnią, toaletą, bawialnią i ogrodem. Ulice były wąskie i wymagające od obcokrajowców odpowiedniego rozstawienia kół w wozach (co jakiś czas ustawiony był na środku ulicy okrągły kamień przypominający nasze współczesny pasy dla pieszych), a chodniki wysoko usytuowane, aby ścieki wpadały do podziemnej kanalizacji. Monumentalne termy były bardzo rozbudowanymi placówkami. Składały się one z kilku pomieszczeń, które odpowiednio oczyszczały ciało i umysł. Przechadzając się ulicami starożytnego miasta dotarliśmy do dzielnicy Różowych Latarni. Tam kobiety oddawały się mężczyznom o każdej porze dnia i nocy. Co ciekawe były one utrzymywane z budżetu miasta, ale ową informację w przewodniku znaleźli tylko chłopcy :). Pompeje pełniły również funkcję kulturową. Przykładem tego są dwa amfiteatry oraz wielki stadion, na którym rozgrywały się bitwy gladiatorów. W starożytnym teatrze Melisa, Kasia oraz Balonik pokazały nam swoje talenty. Była gra na gitarze, piosenka Marylin Monroe oraz pokaz akrobatyczny. Talentem wykazał się również dyrektor naszej szkoły – Miki wygłaszając wiersz Andrzeja Waligórskiego pt. „Upiór”. Na stadionie nasi chłopcy postanowili odzwierciedlić walki starożytnych gladiatorów. Wybiegli z przeciwnych stron i rzucili się do walki. Ofiar niestety nie było, ale i tak było ciekawie. Gdzieniegdzie polała się krew z łokcia Piotrka, którą nasz lekarz zdołał szybko zatamować.
Na koniec chłopcy popisali się swoimi kształtnymi klatkami piersiowymi ustawionymi w równym rzędzie. Zaskoczył nas również „Fikuśny” Maciej, który pokazał nam swe zdolności iluzjonistyczne. W sztuczce wykazał się chwilowym brakiem kości w rękach wyginając je w przedziwny sposób. Nadal nie wiadomo, jak on to robi! Wycieczkę zakończyliśmy miłym spacerkiem wśród starożytnych domów w Pompejach.
Następnego dnia z samego rana wyjechaliśmy na wycieczkę do Herculanum. Tu również zwiedziliśmy starożytne miasto zasypane pyłem wulkanicznym. W wielkiej kotlinie materiału wulkanicznego wyżłobionej przez włoskich archeologów mieliśmy okazję zobaczyć najbogatsze starożytne miasto przypominające drogie kurorty. Mieszkali w nich najważniejsi przedstawiciele Imperium Rzymskiego. Miasto jest bardzo podobne do Pompejów z tą różnicą, że Herculanum posiadało więcej ośrodków sportowych, m.in. basen i bieżnię oraz znajdowało się tuż nad morzem, gdy Pompeje były położone wysoko na zboczu Wezuwiusza. Miasto to również było przepiękne. Zaprowadził nas do niego sam konsul, od którego dostaliśmy różne ulotki i mapy miasta zarówno starożytnego jak i współczesnego, które rozciąga się teraz leniwie na wybrzeżu. Wycieczkę zakończyliśmy czasem wolnym w Castellamare di Stabia przeznaczając go na drobne zakupy, podziwianie widoków morza z promenady oraz degustacją włoskich specjałów, czyli spaghetti i pizzy.
Wieczorem po przepysznej kolacji przygotowanej przez naszego wesolutkiego kuka Maćka pod pokładem usłyszeliśmy alarm manewrowy. Każdy chwycił swoje szelki i wybiegł na pokład na swoje stanowisko. Silnik zapalony, cumy oddane, odbijacze schowane, żagle rozwinięte i obieramy kurs na Rzym. Wiatr delikatny, więc żegluga spokojna. Pozdrawiamy wszystkich, którzy uważnie śledzą losy dzielnych marynarzy z pokładu pięknej Pogorii.
autorzy: Wojtek Niedzielski – wachta I, Maciej Rotowski – wachta IV, Mateusz Cytrowski – wachta IV, Aleksandra Hasny-Nena – wachta I

Komentarzy: 0
musisz być zalogowany, aby dodać swoją opinię »