POLSKI PORTAL EDUKACYJNY

jezykowe_120_175.swf

 

Polecamy nasz kanal na YouTubie

 

nowosci epic.swf

Tu jesteś: Przeczytaj koniecznie > Samoutrudnianie, czyli na wszelki wypadek nie będę się uczyć

Samoutrudnianie, czyli na wszelki wypadek nie będę się uczyć

Czy zdarzyło ci się kiedyś na dwa dni przed egzaminem rzucić książki w kąt i szaleć do białego rana z przyjaciółmi?

Czy kiedykolwiek czas przeznaczony na naukę poświęciłeś na przyziemne rozrywki?

Czy zdarzyło ci się stwierdzić, że do ważnej prezentacji pozostało tak mało czasu, że nie warto się już do niej przygotowywać?

Jeżeli chociaż na jedno z tych pytań odpowiedziałeś „tak”, prawdopodobnie wpadłeś w pułapkę „samoutrudniania”.

O samoutrudnianiu mówimy wtedy, gdy angażujemy się w działania oddalające nas od celu, czynności obniżające naszą efektywność, oddalające nas tym samym od szansy na sukces. Jest to jednak technika, która skutecznie broni naszej samooceny. Samoocena z kolei jest dla nas niezwykle istotna, ponieważ może podnosić naszą wiarę w siebie, chronić nas przed wszelkimi lękami i zagrożeniami oraz być wskaźnikiem tego, na ile jesteśmy akceptowani przez nasze otoczenie. Im wyższa samoocena, tym lepiej dla nas. Jaki więc sens ma to całe kopanie dołków pod sobą?

Aby to zrozumieć, wyobraźmy sobie studenta prawa, Marka, który przed niezwykle ważnym i ciężkim egzaminem z logiki (przedmiotu, który sprawia mu trudność) idzie na imprezę. Szaleje na parkiecie, poznaje dziesiątki nowych ludzi, zwierza się barmanowi ze swojej nienawiści do logiki spożywając ogromne ilości alkoholu i opuszcza lokal razem z ostatnimi gośćmi. Jak sądzisz, jak czuje się następnego dnia?

Nie trzeba być geniuszem, żeby domyślić się, iż Marek ma ogromy ból głowy, nudności, chce mu się spać, a po dzikich harcach na parkiecie, boli go każdy mięsień. Ledwo otwarte opuchnięte oczy witają zdziwionych kolegów z akademika, którzy całą noc spali jak zabici po tygodniu ciężkiej nauki, przez gardło nie przechodzi

Samoutrudnianie czyli na wszelki wypadek nie będę się uczyć

fot.bigfoto.com

nawet kawa, a tu trzeba szybko się ubrać i pędzić na egzamin z logiki, który zaczyna się za pół godziny. Marek oczywiście spóźnia się na egzamin. Ma mniej czasu co powoduje dodatkowy stres – z wielkim trudem udaje mu się odczytać pytania testowe. Losuje odpowiedzi spośród podanych możliwości i marząc jedynie o kilku godzinach snu, oddaje test i wraca do akademika.

Teraz przed Markiem są już tylko dwie możliwości: zdał lub nie zdał. Choć może cię to dziwić, Marka nie martwi żaden z tych finałów przygody z logiką. Czemu? Ponieważ jeżeli oblał egzamin, nie podlega wątpliwości, że nie jest to wynik jego braku wiedzy z przedmiotu, a tego, że szalał całą noc, miał kaca i był wykończony. Nie zdał więc nie dlatego, że jest kiepskim studentem, a dlatego, że był w kiepskiej formie. Samoocena Marka nie jest więc zagrożona. Jeżeli natomiast Marek jakimś cudem „ustrzelił” na arkuszu prawidłowe odpowiedzi i zdał, to jego samoocena nie tylko nie jest już zagrożona, ale Marek w swojej opinii jest po prostu geniuszem. Całą noc szalał, pił i tańczył, a i tak udało mu się zdać. Cóż za chwała!

Niestety, Marek nie może cofnąć czasu i sprawdzić, co by się wydarzyło, gdyby nie poszedł tego dnia na imprezę. Co by się wydarzyło? Marek zostałby z kolegami w akademiku i przyswoił sporo nowych informacji podczas wspólnego powtórzenia materiału. Dumny ze swojej świeżości umysłu i zadowolony, że wreszcie coś rozumie, przestałby się bać egzaminu i usnąłby błogo przytulony do poduszki. Następnego dnia byłby wyspany i wypoczęty, zjadłby pożywne śniadanie przygotowujące jego szare komórki do wysiłku i wyruszyłby na egzamin. Na miejscu, bez stresu związanego ze spóźnieniem, rozsądnie podzieliłby czas sprawdzianu na łatwiejsze i trudniejsze pytania i ze zdziwieniem stwierdziłby, że na zdecydowaną większość pytań właściwie już odpowiedział. Pytania, które wydawały się trudne, wreszcie znalazłyby swoje rozwiązania i Marek zakończyłby egzamin przed czasem. Gdyby Marek nie poszedł tamtego dnia na imprezę nie tylko zdałby, ale być może dostałby nawet piątkę.

Technikę samoutrudniania, która dba podstępnie o naszą samoocenę, stosujemy nie tylko w przypadku tak barwnym i ekstremalnym jak ten opisany, ale także w wielu innych sytuacjach życiowych i społecznych, zwykle wtedy, kiedy nie czujemy się pewni swoich możliwości lub wiedzy. Samoutrudnianie może przejawiać się nie tylko w ryzykownych zachowaniach, jak w opisanym przykładzie, ale również w demonstrowaniu swoich słabości, usilnym przekonywaniu siebie o utrudniających osiąganie celów dolegliwościach somatycznych, a także może wpływać na spostrzeganie i interpretację sytuacji jako niezwykle trudne i niesprzyjające. Niebezpieczeństwo stosowania tej techniki rośnie wraz ze wzrostem ważności danego celu i wzrostem zagrożenia, jakie dla naszego ego będzie stanowiła niemożność osiągnięcia go.

Świadomość o istnieniu takiego zjawiska, może nas jednak przed nim skutecznie chronić. Mam nadzieję, że na przykładzie Marka udało mi się pokazać, iż nie warto kopać pod sobą dołków. Samoutrudnianie po prostu się nie opłaca. Obniża nasze szanse na realny sukces i bez względu na wynik, jaki przyniosą autodestruktywne działania, bez nich, możemy wypaść o wiele lepiej. Zamiast więc angażować się w walkę z lękiem przed porażką, lepiej cały czas, energię i wysiłek zaangażować się w walkę o sukces.

Barbara Jaworska