
Bohaterką trzeciego spotkania z cyklu „Ci z pasją żyją ciekawiej” jest Jasmin Wachowiak.
Jej orientalna uroda zwraca uwagę. Jasmin studiuję germanistykę, ale to taniec jest dla niej najważniejszy, do tego stopnia, że na rok przerwała studia by w pełni się jemu poświęcić. Od 5 lat tańczy taniec brzucha, od dwóch sama uczy w warszawskich szkołach tańca.
Iza Kieszek: Od czego zaczęła się Twoja pasja? Jaka była droga do miejsca, w którym znajdujesz się teraz?
Jasmin Wachowiak: Najpierw uczęszczałam na zajęcia rytmiki i baletu. To mama mnie na nie posłała kiedy zauważyła, że wykazuję talent taneczny. Później przyszedł czas na taniec nowoczesny. Kolejnym stylem było flamenco, w tym czasie równolegle brałam udział w zajęciach teatru pantomimy, więc miałam okazje bywać na scenie, wiedziałam że chcę być na niej częściej. Od flamenco, w którym zawierają się orientalne elementy, przeszłam do tańca orientalnego. Odnalazłam swój styl.
I.K.: Czy Twoje korzenie (Jasmin jest w połowie Turczynką) miały wpływ na wybór tego stylu tańca?
J.W.: W pewnym stopniu tak. Od małego w domu otaczała mnie muzyka między innymi orientalna i kiedy później usłyszałam podobną na zajęciach tanecznych, odczułam ją jako coś znajomego.
I.K.: Po trzech latach nauki sama zaczęłaś prowadzić zajęcia tańca brzucha, czy to nie za wcześnie?
J.W.: Dostałam telefon od jednej z warszawskich szkół tańca z propozycją poprowadzenia lekcji tańca brzucha i wiedziałam, że nie mogę odmówić. W tym czasie studiowałam już na kolegium nauczycielskim, z powołania planowałam uczyć języka niemieckiego, więc wiązałam swoją przyszłość z nauczaniem. Do roli pedagoga tańca przygotowywałam się już wcześniej. Uważam, że żeby prowadzić zajęcia, uczyć innych, trzeba być do tego odpowiednio przygotowanym. Sama skończyłam kurs rekreacji ruchowej, zdobyłam uprawnienia pozwalające mi prowadzić zajęcia, a cały swój wolny czas poświęcam na rozwój i doskonalenie metodyki nauczania i ulepszenie struktury zajęć tanecznych. W praktyce sprawdzam się każdego dnia, nauczanie wymaga ogromnej pokory i poświęcenia, jako nauczyciel dorastałam ze swoimi uczniami.
I.K.: Czy poza nauczaniem występujesz?
J.W.: W Warszawie nie ma miejsc na występy, takich z prawdziwego zdarzenia, które powiązane byłyby z kulturą orientalną. Najczęstsza możliwość występu to zakończenia sezonu w szkołach tańca, kiedy odbywają się pokazy wszystkich stylów, których dana szkoła naucza. Brakuje miejsc na porządne imprezy cykliczne z dużą sceną, ale wszystko idzie w dobrym kierunku, zmienia się na lepsze.
I.K.: Jak w takim razie pielęgnujesz swoją pasję?
J.W.: Z trzema przyjaciółkami, które też są czynnie działającymi instruktorkami warszawskiej sceny belly dance, założyłyśmy grupę Bellycious. Spotykamy się i razem ćwiczymy, uczymy się od siebie nawzajem. Jesteśmy ze sobą na dobre i na złe. Wyjeżdżamy też na wspólne występy. To ważne, żeby przy nauczaniu innych znaleźć czas dla siebie. Dlatego staram się chodzić na zajęcia jogi czy pilates, żeby się zrelaksować, odpocząć psychicznie i naładować świeżą energią. Angażuję się też w inne przedsięwzięcia, które pozwalają mi rozwijać się jako tancerce. Występowałam ze Studnią O, którzy są „opowiadaczami”. W jednym z takich spotkań „Baśnie tysiąca i jednej nocy”, byłam „obrazem” do muzyki i opowieści. Improwizowałam do granej na żywo muzyki, współopowiadając baśń.
I.K.: A studia?
J.W.: Uwielbiam język niemiecki i dlatego go studiuję. Stale się dokształcam. Co roku wyjeżdżam na wakacje do Frankfurtu, na kursy taneczne, ćwiczę warsztat jako tancerka, ale także szlifuję język.
I.K.: A co po studiach? Taniec?
J.W.: Dopóki będę mogła, będę tańczyć, ale wiem, że to jeszcze tylko kilka lat. Potem będę mogła trenować coraz mniej. Mówi się, że tancerze są aktywni do mniej więcej 35. roku życia. Na pewno później chciałabym robić coś pokrewnego. Jak powiedział mój instruktor jogi i rehabilitant, „moją ścieżką jest ruch”. Myślałam o prowadzeniu zajęć pilates dla tancerzy i nie tylko. Interesuje mnie praca z ciałem, świadomość ciała, znajomość jego anatomii i czynności ruchowych. To jest to, co chcę zgłębiać i ulepszać, pomagając sobie i moim serdecznym kursantom.
I.K.: Taniec to…
J.W.: Taniec to najwyższa ze sztuk. A taniec w parze to pełnia, to życie. To moje małe marzenie, bo jestem solistką.( śmiech)
Komentarzy: 0
musisz być zalogowany, aby dodać swoją opinię »