
Mądrość Wschodu głosi, że nawet najdłuższa droga zaczyna się od pierwszego kroku. W maratonie maturalnych przygotowań warto zrobić ich przynajmniej dziesięć. Najważniejsze to nie dreptać w miejscu i ostatecznie się nie potknąć...
Krok 1. WYSTARTUJ
Cudów nie ma – bez nauki ani rusz. Czasem trudno zdecydować się na ten najważniejszy krok, ale gdy już przełamiesz opór, masz szansę się rozpędzić (zupełnie jak niemowlę, które uczy się chodzić). Nie warto jednak (w odróżnieniu od niemowlęcia) iść po omacku w przeświadczeniu, że jakoś to będzie. Podstawą jest dobre rozplanowanie nauki, samodyscyplina oraz wiara w swój sukces! Jeśli dotąd nie zastanawiałeś się, jaka pora dnia lub nocy sprzyja twojej koncentracji, czy lepiej przyswajasz materiał w samotności czy w grupie albo jak często musisz robić powtórki – najwyższa pora to ustalić. Zaoszczędzisz dzięki temu sporo czasu i energii (wszystkie mądre „sowy” wiedzą, że regularne tortury naukowe o poranku nie mają sensu, bo dużo szybciej uczą się wieczorem – w odróżnieniu od rześkich od samego świtu „skowronków”). Jeśli mobilizuje cię obecność eksperta lub rywala, powinieneś zainwestować w korepetycje, zapisać się na kursy przygotowawcze organizowane przez wyższe uczelnie (niektóre są bezpłatne i, zdaniem wielu maturzystów, wiedza sama się na nich porządkuje), skorzystać z zajęć fakultatywnych w szkole lub organizowanych w klasowym gronie spotkań powtórkowych. Wolisz uczyć się w samotności? Pomyśl o uzbrojeniu się w dodatkowe pomoce naukowe: repetytoria, testy, arkusze maturalne z ubiegłych lat – jak połkniesz bakcyla, może po jakimś czasie zaczniesz sięgać po nie odruchowo, jak po krzyżówki?... Z kolei świadomość tego, jaki styl uczenia się najbardziej ci odpowiada (wzrokowy, słuchowy, dotykowy czy kinestetyczny – w internecie znajdziesz odpowiednie testy, które pomogą ci to ustalić) przyda się nie tylko w trakcie przygotowań do matury, ale przez cały okres studiów. A kiedy już zgromadzisz własny arsenał sprawdzonych sposobów wkuwania, nie bój się czasem poeksperymentować – może okaże się, że na przykład mind mapping, czyli metoda kreatywnego notowania wymyślona przez brytyjskich naukowców (opisano ją w książce T. Buzana „Mapy myśli”) stanie się twoją tajną bronią? Jedno jest pewne: bez względu na to, jak się uczysz, musisz zacząć odpowiednio wcześnie. Pierwszy dzwonek lekcyjny w maturalnej klasie powinien być zarazem ostatnim w tej kwestii – przynajmniej teoretycznie...
Krok 2. WYGRAJ STARCIE NA STARCIE
Prawdopodobnie już od samego początku przygotowań do matury – może nawet na samą myśl o potworze na „m” – będzie ci towarzyszył wróg numer jeden, czyli stres. Przy odrobinie szczęścia w trakcie samych egzaminów pokaże swoje ludzkie oblicze i zamieni się na chwilę w „mobilizującą tremę”, która owszem, pozwoli twojemu umysłowi działać sprawniej, a nawet wzmocni ci głos (będziesz zatem sprawiał wrażenie pewnego siebie). Niestety, znacznie częściej stres powoduje kołatanie serca, drżenie rąk, suchość w ustach i nagłą pustkę w głowie, co akurat stanowi już bezpośrednie zagrożenie „zonkiem” na egzaminie (uczestnicy teleturnieju Idź na całość na pamiątkę porażki dostawali przynajmniej kota w worku...). To jednak nic w porównaniu z długotrwałym stanem napięcia, na jaki narażasz się w trakcie kilkumiesięcznych przygotowań do matury: ciągłe zmęczenie, kłopoty ze snem, bóle głowy – to pozornie „łagodne” objawy przewlekłego stresu, który może doprowadzić nawet do depresji! Dobra wiadomość jest taka, że da się z tym walczyć, zła – nie jest to umiejętność wrodzona. Wprowadzania się w stan przeciwny niż stres, czyli relaks, trzeba się po prostu nauczyć i uczynić to stałym punktem w harmonogramie dnia. Na szczęście jest to proste, przyjemne i bezpieczne – pod warunkiem, że nie idziemy na skróty i nie ładujemy w siebie „rozluźniającej” chemii! Każdy z nas ma swoje sposoby na wyluzowanie: jedni tańczą, drudzy zażywają aromatycznych kąpieli, inni słuchają szumu fal na CD, jeszcze inni poddają się długotrwałym masażom. Prócz tego specjaliści od chilloutu zalecają prostą metodę, którą można stosować praktycznie zawsze i wszędzie – kontrolę oddechu. Nawet jeśli nie zamierzasz zmieniać się w jogina, pamiętaj, że medytacje nad książkami szczególnie sprzyjają prostym ćwiczeniom relaksacyjnym (możesz wykonywać je w dowolnej chwili i pozycji, byle było ci wygodnie, a kręgosłup nie trzeszczał). Przykładowa instrukcja: zawieś wzrok na przedmiocie z twojego otoczenia, na który często patrzysz (raczej lampka lub obraz niż zegarek na ręku). Następnie weź głęboki wdech, a po chwili zacznij powoli wypuszczać powietrze ustami. W tym czasie mów sobie w myślach, że jesteś rozluźniony i zrelaksowany. Czynności powtarzaj :).